Chemią w organizm?

Będąc na See Bloggers miałam okazję uczestniczyć w warsztatach na temat chemii jaką producenci dorzucają do kosmetyków i jaki ma to wpływ na nasze organizmy (a zwłaszcza na organizmy naszych dzieci). I wiedza wyniesiona z tych warsztatów spowodowała, kolejny u mnie, zryw na wszystko co naturalne i eko. Po powrocie do domu przeanalizowałam składy kosmetyków, których używałam do pielęgnacji swoich dziewczyn i połowa z nich poszła w odstawkę (lub od razu do kosza). A dlaczego? Z powodu tablicy Mendelejewa jaką tam znalazłam. Dlatego postaram się Was przekonać o wyższości kosmetyków naturalnych i ekologicznych (ale nie tych udających takowe) nad „chemicznymi” i wyjaśnię dlaczego wolę „przepłacić” i być pewną, że nie truję siebie i swoich dzieci.

02

CZYTAJCIE ETYKIETY I OPAKOWANIA

Po pierwsze producent ma obowiązek na opakowaniu zamieścić skład kosmetyku. Jest to w formie INCI i jest zwykle po łacinie. Kolejność składników podawanych na opakowaniu musi być zgodna ze składem ilościowym w produkcie, czyli składnik, którego jest najwięcej znajduje się na pierwszym miejscu w składzie. Zwykle jest to po prostu woda. Nawet 90% objętości kosmetyku może być wodą. Poniżej lista tego, co złego możecie spotkać w swoim ulubionym kosmetyku:

  •  alergeny – wymieniane na końcu składu. Obecnie istnieje obowiązek ujawnienia w INCI 26 alergenów, wkrótce ta lista ma wzrosnąć do 100. Alergeny nie zawsze oznaczają syntetyczną kompozycję – naturalne olejki również posiadają alergeny np. Citronellol występujący w olejku różanym, Limonene występujący w olejku cytrynowym, Geraniol czy Benzyl Benzoate wystepujący np. w olejku ylangowym. Alergeny muszą być wymienione na etykiecie, jeśli występują w składzie powyżej objętości 0,01%.
  • parfum – syntetyczna kompozycja zapachowa lub mix naturalnych olejków. W INCI mogą w ten sposób być oznaczone również mieszanki kilku olejków, które producent kupuje gotowe, a nie wprowadza do składu jako osobne olejki. Kompozycja powinna stanowić max 1% składu produktu. W praktyce jednak to nawet ok 5%. I nie ma czegoś takiego jak kompozycje hipoalergiczne. To ŚCIEMA!!! Jeżeli widzicie na opakowaniu taką informację, to oznacza to jedynie tyle, że alergeny znajdujące się w kompozycji, nie znajdują się na liście 26, które producenci mają obowiązek wpisywać do INCI.
  • konserwanty – w większości samo ZŁO. Najczęściej spotykane konserwanty:

DMDM Hydantoin – max 0,6 % niezalecany u dzieci i niemowląt – wydziela formaldehyd, który jest substancją rakotwórczą i drażniącą, przyspiesza starzenie skóry. Z powierzchni skóry wchłania się słabo, jednak u osób uczulonych lub o skórze wrażliwej może wywoływać podrażnienia, w skrajnych przypadkach zaburzać czynności gruczołów łojowych i powodować stany zapalne skóry. Kosmetyków z zawartością DMDM Hydantoiny nie należy stosować w okresie laktacji i ciąży.

Imidazolidinyl Urea – max 0,6% (nie mylić z mocznikiem) – jest to substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Wywołuje alergie.

Quaternium -15 – max 0,2 % – mylony często z substancją nawilżającą włosy. Tak na prawdę jest to substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu.

Fenoksyetanol – Phenoxyethanol – max 1% – to konserwant powszechnie stosowany w kosmetykach dla małych dzieci (zwłaszcza w kremach przeciw odparzeniom) oraz proponowany jako jeden ze składników kosmetyków dla młodych mam i kobiet w ciąży. Liczne badania wykazały, że toksyczność fenoksyetanolu może powodować skutki szkodliwe dla mózgu i układu nerwowego, nawet przy umiarkowanym stężeniu (w sytuacji połknięcia, wdychania lub wnikania bezpośrednio przez skórę).

Parabeny – max 0,4% dla pojedyńczego parabenu, max 0,8% dla mixu. Najlepiej przebadane konserwanty. Szukajcie ich na etykietach m. in. pod nazwami: methylparaben, ethylparaben, butylparaben. Reakcje jakie mogą powodować to: alergie, zapalenie skóry, pokrzywki, wypryski, rumienie, świąd. Poza tym konserwanty nie tylko zwalczają drobnoustroje dostające się do kosmetyków, ale także uszkadzają naszą „dobrą” florę bakteryjną na skórze, która chroni nas z zewnątrz przed najróżniejszymi zarazkami. Istnieją też przypuszczenia, że parabeny mogą powodować raka piersi.

Metyloizotiazolinon – Methylisothiazolinone – ze względu na wysoką skuteczność, masowo dodawany do produktów kosmetycznych. Często powoduje alergie, świąd i wypryski. Obecnie wycofywany z produktów, które pozostają na skórze ze względu na masowe uczulenia na ten składnik.

Kwas benzoesowy – Benzoic Acid – 0,2 – 4% – niska toksyczność, nie podrażnia skóry i błon śluzowych – dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych.

Alkohol benzylowy – Benzyl alcohol – max 1% w postaci estrów występuje naturalnie w olejkach eterycznych. Jako substancja konserwująca, jest dopuszczony przez instytucje certyfikujące kosmetyki naturalne.

  • Sodium Lauryl Sulfate = SLS Sodium Laureth Sulfate = SLES – spieniacze zabronione w kosmetyce naturalnej. Są to prawdopodobnie najbardziej niebezpieczne ze składników stosowanych w pielęgnacji skóry i produktach do pielęgnacji włosów. Podrażniają skórę i błony śluzowe, powodują przesuszenie skóry, zaburzają wydzielanie łoju i potu. Zmywają naturalną “dobrą” florę bakteryjną ze skóry oraz warstwę lipidową naskórka. W wypadku dostania się do nosa, często powodują jego nieżyt. Badanie przeprowadzone na University Medical College of Georgia wykazały, że SLS kumuluje się w tkankach, może powodować uszkodzenie oczu u dzieci, a u dorosłych rozwój zaćmy. Używane od dawna w przemyśle do odtłuszczania, mycia urządzeń i pomieszczeń. Niestety ponad 90% tzw. supermarketowych kosmetyków – żeli, szamponów, mydeł w płynie zawiera SLS. Nie stosować w czasie laktacji i ciąży.
  • Mineral oil, Petrolatum, Paraffin Oil, Paraffinum liquidum Olej mineralny, parafina, olej parafinowy – produkty destylacji ropy naftowej. Wytwarzane na ogół z resztek, które zostają po destylacji ropy naftowej. Hamują wymianę gazową i metaboliczną w skórze. Uniemożliwiają samodzielne tworzenie płaszcza lipidowego na powierzchni skóry. Nie rozkładają się biologicznie, a więc nasz organizm nie jest ich w stanie wydalić i przetworzyć. Sprzyjają powstawaniu trądziku, zaskórników, przyśpieszają procesy starzenia (rozwój bakterii beztlenowych). Są tanie i łatwo dostępne. Cena parafiny jest nawet kilkudziesięciokrotnie niższa niż organicznego oleju. Blokuje aktywność pozostałych składników aktywnych, zatrzymując je na powierzchni skóry.
  • PEG, czyli emulgatory polioksyetylenowane – związek chemiczny (lub mieszanina), który umożliwia powstanie emulsji oraz zapewnia jej trwałość. Mówiąc prościej pozwala połączyć się dwóm głównym składnikom kosmetyków: wodzie i tłuszczowi oraz nie pozwala im się na nowo rozwarstwiać. Mamy wersję emulgatorów sztuczną, tanią i szkodliwą, oraz wersję naturalną, zdrowszą dla skóry i oczywiście droższą. Droższe i nie mające negatywnego wpływu na nasz organizm są naturalne emulgatory pozyskiwane z kwasów tłuszczowych i cukrów (np. estry sacharozy, poliglicerolu, alkilowane poliglukozydy itp.). Niestety ze względu na cenę, są przez firmy produkujące kremy, zastępowane dużo tańszymi, sztucznie wytwarzanymi składnikami. Do tych tanich, szkodliwych zaliczamy tytułowe glikole polietylenowe i polipropylenowe czyli PEG i PPG. Już sam sposób ich powstawania jest mocno kontrowersyjny. Wytwarzane są z tlenku etylenugazu, który  jest silnie toksyczny, RAKOTWÓRCZY i zawiera wiele mutagennych substancji. U ludzi powoduje podrażnienie nosa, dróg oddechowych. Może doprowadzić do bólu głowy, wymiotów i zmęczenia.

SKÓRA DZIECKA JEST INNA NIŻ DOROSŁEGO

Skóra jest największym narządem naszego ciała o złożonej, warstwowej budowie, niezbędnym do prawidłowego funkcjonowania organizmu jako całości. Osłaniając organizm od zewnątrz umożliwia ona jego kontaktowanie się ze światem zewnętrznym przekazując bodźce do środkowego układu nerwowego przez wielorakie receptory. Zdrowa skóra dorosłego człowieka stanowi doskonałą barierę dla organizmu przed wpływem czynników zewnętrznych: chroni przed wiatrem, wodą, bakteriami, kurzem czy słońcem. Skóra noworodka nie jest natomiast jeszcze w pełni rozwinięta, płaszcz lipidowy musi się najpierw wytworzyć. Wiedzieliście, że skóra maluchów jest 5 razy cieńsza od skóry osoby dorosłej i mniej elastyczna, produkuje mało tłuszczu, gdyż gruczoły łojowe pracują nadal wolniej? Dlatego młoda skóra reaguje bardzo wrażliwie na złą pielęgnację. Musi minąć około 10 lat aż skóra dziecka stanie się tak samo gruba jak u dorosłego człowieka. To najlepszy powód, żeby stosować kosmetyki naturalne dla dzieci od 1. dnia życia. Tym bardziej, że londyńscy naukowcy udowodnili, że skóra dzieci jest jak gąbka i chłonie wszystkie składniki kosmetyków, jakie są na nią aplikowane oraz kumuluje je wewnątrz organizmu. Okazało się, że po 12 godzinach od aplikacji składniki kosmetyków były wykrywane we krwi!!! Dlatego unikajcie chemii jak ognia i postawcie na kosmetyki naturalne.

KOSMETYKI NATURALNE A SYNTETYCZNE

Różnica między preparatami biologicznymi a chemicznymi jest zasadnicza. Główna różnica polega na tym, iż preparaty naturalne pobudzają i wspomagają skórę w jej naturalnych funkcjach fizjologicznych, natomiast te chemiczno – syntetyczne pracują za skórę, zakłócając jej naturalny rytm i wyłączając ją z procesów odnowy. Produkty kosmetyczne dostępne na rynku przyciągają kolorowymi opakowaniami i cudnymi zapachami. To powoduje, że często sięgamy po produkt nie zapoznając się z jego składem. Ekstrakty i oleje w produktach chemiczno – syntetycznych zwykle stanowią zaledwie procent całego składu i tak naprawdę giną w gąszczu różnego rodzaju barwników, konserwantów, rozpuszczalników i emulgatorów, a ich działanie zostaje zniwelowane. Składy konwencjonalnych produktów kryją wyjątkowo drażniące i szkodliwe dla skóry oraz całego organizmu substancje, które powodować mogą rozmaite choroby – egzemy, trądzik, alergie skórne, a nawet raka. Niektóre substancje przenikają do wewnątrz organizmu i odkładają się tam, zaburzając jego funkcje, co może prowadzić do rozwinięcia się chorób układu nerwowego i nowotworów. Wiem, wiem, kosmetyki naturalne, ekologiczne są drogie. Ale z drugiej strony nie może być tani, ze względu na fakt, iż w przeciwieństwie do tradycyjnych kosmetyków, skład stanowić muszą w pełni naturalne i certyfikowane surowce, które są wielokrotnie droższe od tradycyjnych półproduktów. Zawartość składników aktywnych jest dużo wyższa, ponieważ w kosmetologii tradycyjnej często ponad 60% składu stanowi woda, do której dodaje się zagęstnik i zapach tworząc gotową masę. Surowce naturalne są dużo bardziej wymagające w produkcji, zarówno pod względem technologii jak i przechowywania. I tak na przykład, by stworzyć krem z filtrem przeciwsłonecznym i osiągnąć ochronę na poziomie SPF 30, należy dodać średnio od 1-5% filtra chemicznego, natomiast by uzyskać taki sam efekt filtrem mineralnym, należy dodać go do składu około 30%, a koszt filtra naturalnego jest kilkadziesiąt, a nawet kilkaset razy wyższy niż filtra chemicznego. Kosmetyki syntetyczne, których wiele z Was używa, często są w podobnych cenach (np. tzw. kosmetyki apteczne). A prześledźcie skład: prawie w każdym parafina, paskudne konserwanty, itd… Pewnie bardziej szkodzą niż pielęgnują. A skąd ich wysoka cena skoro są tanie w produkcji?

NIE DAJ SOBIE ZAMYDLIĆ OCZU!

Wiecie, że producenci kosmetyków, stosują sprytne sztuczki, by zasugerować nam, że produkt jest naturalny, a wcale taki nie jest:

  • projektują opakowanie, które swoim wyglądem nawiązuje do naturalności (tekstura, papier czerpany, kolory ziemi, czcionki rustykalne),
  • podkreślają na pudełku informacje o jednym/dwóch składnikach aktywnych posiadających certyfikat Ecocert (pozostała część składu, już nie taka eko, napisana oczywiście maleńką czcionką, znajduje się na spodzie opakowania, w najmniej widocznym miejscu),
  • umieszczają logo instytucji certyfikującej przy surowcu, sugerując w ten sposób iż cały kosmetyk posiada certyfikat (jest to działanie bezprawne, instytucje certyfikujące każą za takie procedury),
  • do produktów nienaturalnych dodawany jest jeden surowiec certyfikowany i eksponuje się go w kampanii marketingowej np.: „zawiera organiczny olej ze słodkich migdałów”. W ten sposób odwraca się naszą uwagę od pozostałego składu, skupiając uwagę na jednym surowcu,
  • wybierają nazwę kojarzącą się z ekologią, organicznością, choć same produkty nie mogą się tym poszczycić,
  • producenci używają formuły: produkt nie zawiera: tu cała lista z tablicy Mendelejewa. Często produkt zawiera jednak jakieś inne, mniej znane sztuczne składniki, co powoduje, że kosmetyk nie jest już naturalny.

Certyfikaty ekologiczne takie jak Ecocert, BDIH, NaTrue czy Cosmebio pomogą Wam wybrać naturalny produkt. Warto jednak poszukać na półkach naturalnych produktów firm, które mimo szczerych intencji i doskonałego składu, nie decydują się na certyfikację. Cóż, jak większość takich instytucji, tak i te zarabiają na tym co robią. A zarabiają niemało. Dlatego wielu małych producentów nie stać na certyfikowanie, ponieważ wiąże się ona z ogromnymi kosztami, a to podrożyłoby produkt na półce w sklepie.

Możecie też postawić na całkowitą naturalność i zamiast oliwki czy balsamu używać oleju migdałowego, oliwy z oliwek, oleju sojowego, słonecznikowego (tłoczonych na zimno). A do kąpieli (zamiast emolientu napakowanego parafiną) użyjcie oleju sojowego zmieszanego z olejkiem lawendowym (100 ml oleju + 20 ml olejku): ok. 20 ml wlej do wanny i kąpiel nawilżająca gotowa – nie trzeba używać balsamu :)

Ja ostatnio dokonałam odkrycia kosmetycznego. Firmę Momme. Całkowicie ekologiczne i naturalne kosmetyki. A jak pachną… Moim faworytem jest aksamitna oliwka pielęgnacyjna (gęsta jak balsam – jedyna na świecie oliwka dla dzieci i niemowląt zagęszczana w naturalny sposób – maniokiem) i odżywcza śmietanka do kąpieli (może być używana do wanienki lub pod prysznic). A na celowniku mam jeszcze spacerowy krem na każdą pogodę, bo pewnie niedługo aura będzie wymagała jakiejś ochrony małych pyszczków.

22967-NU9IVZ