Smartszaleństwo

Jesteśmy pokoleniem smartfona. Nikt temu nie zaprzeczy. Nie mówiąc już o naszych dzieciach, które szybciej uczą się obsługiwać telefon czy tablet niż mówić. U nich jest to niejako intuicyjne. Nie wyobrażamy sobie życia bez tego małego urządzenia w kieszeni. W nim mieści się centrum rozrywki i podręczne biuro. Ja sama czuję się jak bez ręki jeśli zapomnę telefonu wychodząc z domu. Na telefonie piszę i odbieram maile, korzystam z Instagrama, Facebooka i mnóstwa innych aplikacji, Jest moim podręcznym aparatem i kamerą. Dużo czasu spędzam smyrając mojego „smyrfona”. Robię to w różnych miejscach i sytuacjach i nawet wkurzam się na dzieci (i Małża) jak mi przeszkadzają. Ale do reszty nie oszalałam na jego punkcie. Mam w głowie rozsądne granice i się ich trzymam :) Są jednak tacy, którzy ich nie mają…

Niedawno jadąc samochodem usłyszałam informację o badaniach opublikowanych przez Motorollę, dotyczących właśnie smartfonów. Wyniki trochę mnie rozbawiły, a trochę przeraziły. Postanowiłam zgłębić temat i wyłożyć kawę na ławę :) A więc było to tak: ankietę przeprowadzono na grupie ponad 7 tys. osób w siedmiu krajach. Wynika z niej, że 6 użytkowników na 10 zasypia z telefonem w dłoni, a ponad połowa badanych zabiera go do toalety (może to rodzice małych dzieci, którzy tylko tam znajdują spokojne miejsce i chwilę na „pofejsowanie” :) ) Jeden na dziesięciu badanych twierdzi, że korzysta ze smarfona pod prysznicem – da się?!?!

A teraz wyniki z serii (wg. mnie) najbardziej „OMG – really”. Ponad połowa przyznała, że jeśli miałaby wybierać, to przed płomieniami uratowałaby telefon, a nie swojego kota (!). Natomiast 22% (tylko lub aż!) ankietowanych ma tak intensywną relację z telefonem, że w weekend woli zrezygnować z seksu, niż z korzystania z telefonu. 40% badanych powierza swojemu telefonowi sekrety, o których nie wiedzą nawet ich najlepsi przyjaciele.

A jak jest z Wami? Telefon ważniejszy od kota, chomika czy seksu?

negativespace2-3