dziecko

Nie lubię…

Nie lubię nie mieć czasu. Czasu dla siebie, na robienie tego co chcę i kiedy chcę.

Nie lubię pić w pośpiechu popołudniowej kawy, ze skaczącym potworkiem na kolanach.

Nie lubię nie móc wyjechać na romantyczny weekend z Małżem. Niby nie jest to niemożliwe, ale konieczne jest uruchomienie wcześniej całej siatki planująco – strategicznej. A ja wolę na spontanie…

Nie lubię na wakacjach nie móc poleżeć na plaży z książką i przysnąć kiedy mi przyjdzie ochota. A zamiast tego musieć co chwilę chlapać się i warownie na pół plaży budować.

Nie lubię sprzątać tego co już przed chwilą posprzątałam. I kiedy odwracam się, żeby posprzątać to co już było posprzątane i „się momentalnie zdążyło zabałaganić”, wtedy tamto wcześniejsze znowu w nieładzie…(nooo…wiecie o co mi chodzi…) I tak w koło Macieju!

Nie lubię śladów lepkich łapek na wszystkich możliwych powierzchniach.

Nie lubię jeździć śmieciarką. A tak zwykle wygląda mój samochód po wycieczce rodzinnej (mimo moich usilnych prób wprowadzenia zasad utrzymywania porządku).

Nie lubię mieć „oczu naokoło głowy” i być w ciągłej gotowości do ratowania życia i zdrowia małych autodestruktorów.

Nie lubię nie wysypiać się przez kilka kolejnych lat z rzędu.

Nie lubię przemocy w łóżku, kiedy jestem przez pół nocy okładana przez małe stópki i piąstki (które, o dziwo, mają nad wyraz dużo siły), a przez drugie pół spychana z łóżka.

Nie lubię ciągle słyszeć NIE i musieć wymyślać milion argumentów, żeby przekonać do swojej racji lub skłonić do zrobienia czegoś, na czym mi zależy.

Nie lubię czytać tej samej książeczki po raz milionowy (a jednocześnie nie mieć czasu/siły na czytanie swoich książek) i układać tych samych klocków/puzzli po raz 125.

Nie lubię słuchać jęczenia: z niewyspania, głodu, nudy. I kiedy mała Męczybuła zawsze swoje jęki poprzedza zwrotem: „ale mamoooo….”

Nie lubię jak błahy problem (nie wiem, dajmy na to: obiad na talerzu z Kubusiem Puchatkiem, zamiast z jeżykiem) urasta do takiej rangi, że kończy prawie wojną atomową.

Nie lubię tych wszystkich buntów, począwszy od dwulatka, skończywszy pewnie… dopiero jak wyprowadzi się z domu.

Nie lubię musieć w restauracji uciszać, zwracać uwagę i nagabywać ciągle żeby jadło. Czuję jak mi wtedy „wrzody rosną”.

Nie lubię mieć domu urządzonego przez architekta do lat sześciu.

Nie lubię chodzić do toalety w towarzystwie.

Nie lubię mieć codziennie jednej myśli na koniec dnia: „one mnie wykończą…”

Nie lubię babrania się w gilach, kupach, wymiocinach.

Pewnie znalazłabym jeszcze pierdyliard rzeczy, których nie lubię. Czy to oznacza, że nie lubię swoich dzieci? Że nie chciałabym ich mieć? Wręcz przeciwnie. Kocham je, a one są najlepszym co mi się w życiu udało!

nie lubie...4
nie lubie...3

nie lubie...2

nie lubie...1

nie lubie...

Mama, mamusia…

Jest najważniejszą osobą w życiu każdego dziecka, dzięki niej w ogóle jesteśmy.

Kim jest mama? Jest aniołem stróżem, całodobową nianią dostępną na każde zawołanie, najdelikatniejszą pielęgniarką i lekarzem specjalistą, policyjnym negocjatorem i sprytnym dyplomatą, gdy mały terrorysta próbuje przejąć kontrolę nad światem.
Poza tym jest psychologiem (i to z jaką praktyką!) i lekiem na całe zło, nauczycielką i korepetytorem od wszystkiego, dietetykiem i ekspertem żywieniowym, znawcą i krytykiem literatury dziecięcej, aktorem, który umie wcielić się w każdą rolę, a czytając książki świetnie intonować głos i przyjąć odpowiednią minę, artystą o wielu specjalizacjach – ciastolina, rysunek: kredkami i palcami, na szkle i na chodniku, animatorem zabaw. No i oczywiście mama jest: kucharką, praczką, sprzątaczką, szoferem, budzikiem, księgową, bankomatem… czy na tym koniec? Raczej nie. Trzeba jeszcze dodać bezcenną umiejętność, którą każda mama musi posiadać, a mianowicie musi umieć być dzieckiem. Dzieckiem, które z nieudawaną radością (choćby padała na pysk) tarza się w śniegu, turla się po dywanie, przebiera lalki, rysuje, lepi, buduje, bawi się w farmę, śmieje się z dziecięcych dowcipów i z przejęciem słucha sekretów…

Najlepszą nagrodą dla mam, które kładą się każdego wieczora do łóżka, wyczerpane po ciężkim dniu wypełnionym sprzątaniem, gotowaniem, karmieniem, przytulaniem, przewijaniem jest słodki buziak i zwykłe – niezwykłe „kocham Cię” . To daje energię do tego, żeby następnego dnia (nawet po nieprzespanej nocy, bo małe ma gorączkę) wstać i dalej robić to samo.

Bycie rodzicem wcale nie jest łatwe. Bo nikt nie jest w stanie tak Cię wk….ć jak własne dziecko (czasami jeszcze mąż dorównuje) i jednocześnie nikogo tak bardzo nie kochasz jak własne dziecko. Zanim zostałam mamą nie wiedziałam, że mam w sobie takie pokłady cierpliwości (ja nerwus i choleryk!). Nie wiedziałam, że można odczuwać taki strach (jak strach o dziecko), a jednocześnie na zewnątrz emanować spokojem, żeby ono nie wiedziało, że coś jest nie tak. Przeczytałam dziś bardzo ciekawą rzecz, która, myślę, w pełni pokazuje czym jest matczyna miłość:

Nigdy nie zatrzymałam samochodu, tylko po to, żeby popatrzeć na krowy.

Nigdy nie byłam skłonna oddawać komuś ostatniego pysznego gryza.

Nigdy nie planowałam wycierać czyichś glutów własną ręką.

Nigdy nie myślałam, że moja pralka świetnie pierze piasek i kamyki.

Nigdy nie sądziłam, że mój pocałunek ma moc uzdrawiania.

Nigdy… Aż do momentu gdy urodziłam Ciebie.

Ja bym dodała jeszcze do tego elementy z zakresu „macierzyństwo non-fiction: zawsze jem w biegu, zaczęłam nosić przepastne torebki, żeby wszystkie dzieciowe przybory mi się zmieściły, wychodzę na zakupy po coś ładnego dla siebie, a wracam z torbami pełnymi ciuchów dziecięcych (a dla siebie już niekoniecznie), po kieszeniach mam poutykane kamyki, szyszki, patyki i takie różne okoliczności flory.

Jednak biorąc pod uwagę wszystkie plusy i minusy za nic na świecie nie zrezygnowałabym z bycia mamą! Nawet na jedną chwilkę – bo każda jest inna, a wszystkie cenniejsze niż złoto!

Nie zapomnijcie dzisiaj o kwiatach i buziaku dla mamy!!

5131000

Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On Google PlusVisit Us On Pinterest