dzieciństwo

kolczyki

Dziury w uszach

Przeczytałam ostatnio na jakimś chyba forum dyskusję na temat dziurawienia uszu maleńkim dziewczynkom. Zaczęło się od tego, że ktoś opisywał sytuację z salonu kosmetycznego: rodzice z maleńkim, ok. rocznym dziecięciem pojawili się w celu zamontowania kolczyków. Dziecko pogodne, zadowolone, a kiedy cała „akcja” się zaczęła: krzyki, ryki, spazmy, zapowietrzanie się od płaczu i w ogóle tragedia. Po wszystkim z gabinetu wyłonił się nieco zagubiony tatuś z ledwo żywym dzieckiem oraz bardzo zadowolona mamusia. Czytając to, włos na głowie mi się zjeżył i zastanawiałam się jak można, jednocześnie ciesząc się, że mało jest takich „odjechanych mamusiek”. A wtedy coś mnie podkusiło, żeby zagłębić się w komentarze. I wtedy dopiero wszelkie włosy się podniosły. Okazało się, że pani autorka komentarza (której nastawienie do całej sytuacji było mocno negatywne) została zbesztana, a cały ogrom „mamusiek”, nie kryjąc swej dumy, opisywało tortury, jakim poddawało swoje dzieci. Niektóre dzieci miały już kolczyki jako roczne, półroczne, a nawet miesięczne bąble. Jedne darły się w niebogłosy, a inne w miarę spokojnie przetrwały cały zabieg. Ja się tylko pytam: PO CO?!?! Bo będzie ładniejsza? Bo będzie bardziej dziewczynką, niż ta bez kolczyków, nie będą jej mylić z chłopcem? A weź matka i kup jej kieckę, też będzie widać, że dziewczynka, a stresu dziecku zaoszczędzisz!

Pojawiały się też argumenty, że jak małe, to mniej boli. Guzik prawda. Dziurawienie ciała zawsze boli tak samo, tylko, że jak dziecko starsze to bardziej świadome i można je przygotować. A najlepiej niech decyzję podejmie sama, jak do tego dojrzeje.

Ja miałam kolczyki w wieku 12, może 13 lat. Nie uważam, żeby moje dzieciństwo na tym ucierpiało, a tym bardziej moja kobiecość. Co do moich dzieci, to Michalina poprosiła w zeszłym roku o przebicie uszu. Wzbraniałam się, bo nie uważam, że 5-letniemu dziecku jest to potrzebne do szczęścia, ale w końcu się zgodziłam. Opowiedziałam jej na czym polega zabieg, że będzie trochę bolało. Była przygotowana no to, co ją czeka. Moja córka jest strasznym wrażliwcem i panikarą i przebicie pierwszego ucha wywołało na jej twarzy eksplozję zdziwienia, strachu, zmieszania i wiem, że gdyby to działo się bez jej zgody, to byłby płacz i pewnie chciałaby uciec. A tak, to zacisnęła ząbki i pozwoliła dokończyć zabieg. Mimo, że Miśka jest już dość duża, to w ciągu tego roku zdarzyło jej się zgubić kolczyk, kilkakrotnie wyrwać z ucha (co wiązało się z ponownym procesem gojenia). W związku z tym, ze względu na ruchliwość, nie wyobrażam sobie Poli w kolczykach przed ukończeniem 18 – stki 😉 A piękne kolczyki, które dostała na pamiątkę Chrztu poczekają na nią tak długo, jak będzie trzeba.

5 zasad jak nie poczuć magii Świąt

„Krok po kroku, krok po kroczku, najpiękniejsze w całym roczku idą Święta…” – jak co roku śpiewają w Trójce. Jak usłyszę tą piosenkę, to wiem, że te Święta na prawdę się zbliżają. Nie jakieś tam lastkristmasy, czy inne importowane przeboje. Musi być trójkowy karp! Aaaaa to macie do posłuchania :)

No! I jak już te Święta się zbliżają, to mamy trylion rzeczy do zrobienia. A jeśli mamy dzieci, to te dzieci mają razem z nami ten trylion rzeczy do zrobienia. W tym epicentrum świątecznych przygotowań kompletnie tracimy świątecznego ducha i zapominamy po co one są. A jak najlepiej ukatrupić tego ducha i nie pozwolić sobie i dzieciom poczuć magię Świąt? Ano tak (tylko pamiętaj, żeby powtarzać co roku):

  1. WYPUCUJ DOKŁADNIE CHAŁUPĘ. Niezależnie od tego czy masz dużą czy małą musi lśnić. Umyj wszystkie okna, powyciągaj wszystko z wszystkich szaf i szafek i zrób tam porządek, wytrzep dywany, umyj łazienkę od góry do dołu (z obowiązkowym szorowaniem fug szczoteczką do zębów!), wszystkie kurze muszą zostać odnalezione i zneutralizowane. Najlepiej zacznij tak ze 2 – 3 tygodnie przed świętami, żeby mieć na tyle dużo czasu żeby się ze wszystkim wyrobić, ale jednocześnie nie nudzić się. No i oczywiście nie może się nabałaganić przed Świętami. Pamiętaj, żeby ganiać wszystkich domowników jak tylko zbliżą się do czystej strefy, a nie daj Boże spróbują wprowadzić nieład.
  2. W ŻADNYM WYPADKU NIE WYBIERAJ SIĘ NA JAKIŚ JARMARK BOŻONARODZENIOWY. Szkoda czasu na takie pierdoły. Przecież masz jeszcze tyle do zrobienia. Aaaa… i możesz jeszcze wydać za dużo kasy jeśli małe darmozjady zechcą jakieś souveniry, albo coś smacznego do jedzenia.
  3. CHOINKA. Nie może być za wcześnie, bo przecież jeszcze nie posprzątane. Najlepiej przed samymi Świętami – w końcu wszyscy zdążą się jeszcze nią nacieszyć. Podstawowa zasada: (1) dzieciaki nie jadą kupować choinki, bo pewnie i tak wybiorą brzydką oraz (2) dzieciaki nie ubierają choinki, bo ubiorą brzydko, albo potłuką bombki.
  4. ZAKUPY I PREZENTY ZOSTAW NA OSTATNIĄ CHWILĘ. Przecioraj całą rodzinę po centrum handlowym, najlepiej w któryś z ostatnich przedświątecznych weekendów. Ale tak, żebyście nie mieli siły i poczuli nienawiść do tych wszystkich ludzi, co to nie potrafią zakupów wcześniej zaplanować. Tu uwaga, gdyż możecie ciut poczuć atmosferę świąteczną ze względu na dekoracje w sklepach i puszczane tam kolędy.
  5. CAŁĄ WIGILIĘ I ŚWIĘTA PRZYGOTUJ SAMODZIELNIE. Jeśli Wigilia jest u Ciebie i zapraszasz gości nie zgadzaj się na podział przygotowywania potraw. Tu zasada dokładnie ta sama jak przy choince: dzieci nie wpuszczaj do kuchni, nie pozwól im pomagać choćby w drobnych rzeczach – na pewno coś zepsują.

No i jak już przejdziesz przez te 5 kroków i zaczną się Święta, padniesz bez sił na twarz (byle nie w barszcz, bo obrus nie do doprania), a Twoje dzieci zapamiętają ten czas jako ciągłą gonitwę, same obowiązki, a Ciebie w nerwach.

A jak jest u nas? Chałupa po japońsku (jako – tako) ogarnięta. Niestety okna nieumyte, bo nie chcę się przeziębić i zwyczajnie mi się nie chce – umyję jak będę mieć natchnienie, a na razie jeszcze widać przez nie świat. Łazienki, podłogi i kurze staram się omiatać na bieżąco. Spiżarnię i szafy doczekały się porząskowania niedawno, więc jeśli zdążył wkraść się tam chaos, to trudno. Pewnie przydało by się ogóle gruntowne sprzątanie, ale póki co musi być jak jest. Jarmark odwiedziliśmy, nawet dwa razy :) Nie miałam problemu z tym, że musieliśmy stać pół godziny w kolejce, bo Miśka koniecznie chciała kołacza, który bardzo jej zasmakował. Widzieliśmy Mikołaja (podobno prawdziwego) i wrocławską choinkę i renifery: sztuczne i takie prawdziwe też. W domu choinka stoi, wybrana i ubrana przez Miśkę. Co z tego, że trochę krzywa i takie same bombki wiszą obok siebie! Chociaż w tym roku, dzięki Poli, mamy bardzo dynamiczną choinkę i codziennie wygląda ona trochę inaczej :) Misiek zrobił też stroik, przy co skończyło się ogromnym bałaganem, tuż po sprzątaniu. I stroikiem też :) Prezenty zaczęliśmy kompletować już w listopadzie i większość przez internet, więc ominęła nas szaleńcza bieganina w poszukiwaniu czegoś dla kogoś. Jeśli chodzi o przygotowania wigilijne, to one omijają mnie w dużej mierze, bo jak zwykle jedziemy do rodziców. Przejmujemy od mamy część kuchennych obowiązków, ale Ona jest z gatunku tych, co nie odpuszczają, bo „na Święta musi być…, trzeba zrobić…”, itp., czekają nas pewnie ostatnie zakupy (ale zorganizujemy je z rańca, z listą i bez dzieci, więc pójdzie szybko) i ostatnie porządki. Poczyniłyśmy też z Misią próby generalne smakowitości, które zrobimy na Wigilię i Święta.

Kto powiedział, że na Święta coś trzeba? Że coś się stanie jak będzie trochę kurzu i brudne okno? Albo jeśli na stole znajdzie się o 1 czy 2 potrawy mniej niż nakazuje tradycja? To siedzi w naszych głowach! Nie dajmy się zwariować! Wolniej, bez „spinki”, cieszmy się z tego czasu przed Świętami i pozwólmy cieszyć się nim dzieciom.

kuchareczka

stroik_1

stroik

choinka

choinka_pola_4

choinka_pola_3

choinka_pola_1

Misiek_renifer

Dinovember

Dopadło i nas. Listopadowe dinozaurowe szaleństwo. W tym roku jeszcze skromnie, zaledwie dwa osobniki dokazywały. Ale patrząc na to, jaką radość sprawiały Misi ranne poszukiwania i sprawdzanie co „one dzisiaj znowu wymodziły”, to wiem, dinovember stanie się naszą coroczną tradycją (przynajmniej do czasu, kiedy dziewczyny będą wierzyły i miały frajdę), a nasza dinozaurowa rodzinka w ciągu roku się powiększy.

CO TO TEN DINOVEMBER?

Dinovember to idea rodziców, którzy chcieli rozpalić wyobraźnię swoich dwóch córek oraz wprawić je w prawdziwy zachwyt. Wymyślili oni, że dinozaury w ich domu będą co noc „ożywać” i rozrabiać. A potrafią nieźle narozrabiać – zobaczcie tu. I muszę Wam powiedzieć, że to na prawdę działa! Myszata co wieczór przed pójściem spać rozmyślała, co też „te łobuzy znowu wymyślą”, a pierwszą rzeczą po obudzeniu się było przeszukanie całego domu. Kiedy je znalazła przybiegała do nas, cała przejęta i opowiadała, co tym razem zmalowały.

Polecam Wam tą zabawę. Sprawia radość nie tylko małym, ale też dużym. Generalnie to wykonanie takiej dinozaurowej aranżacji zajmie Wam chwilę (serio!, nam nawet zdarzyło się zapomnieć i biegliśmy z samego rana, zanim jeszcze Myszata zdążyła wstać, żeby szybko coś wykombinować). Jak dzieci pójdą spać, to przygotowujecie jakąś scenkę z udziałem zabawek, która będzie czekać na małego człowieka i zachwyci go z samego rana. To jak urodziny przez cały miesiąc, albo gwiazdka :)

A to kilka naszych aranżacji.

dinovember02 dinovember03 dinovember04 dinovember05 dinovember06 dinovember08 dinovember09 dinovember10

dinovember11 dinovember13

Tegoroczną przygodę z dinozaurami zakończyliśmy dość dramatycznie. Ostatni tydzień listopada spędziliśmy na chorowaniu. Przypałętał się do nas jakiś rota wirus. Zaczęło się od Poli, potem odcierpiała Misia, następnie ja, a na końcu Małż. Choroba nie mogła ominąć również dinozaurów… (uwaga! tylko dla ludzi o mocnych nerwach…)

dinovember12

Przyłączycie się w przyszłym roku?

Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On Google PlusVisit Us On Pinterest